RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2012

Dzień 8

13 wrz

Zawroty głowy, drżenie rąk i nóg, ogólne osłabienie. – to wszystko dopadło mnie dzisiejszego ranka. Ledwo doczłapałam się kuchni. Musiałam coś zjeść, bo nie poszłabym do szkoły. Zjadłam kanapkę, nic to nie dało, zjadłam kawałek ciasta, żeby podskoczył mi trochę poziom cukru i przynajmniej minęło to drżenie rąk i nóg. Zrobiło mi się po jakiejś godzinie lepiej. Poszłam do szkoły, jakoś wytrzymałam tam, chociaż nie było łatwo, bo czułam się jakbym z każdym krokiem robiła się cięższa i miałabym się przewrócić. Ale na szczęście już nic tam w szkole nie jadłam, chociaż zrobiłam sobie kanapkę na wszelki wypadek i miałam kasę na coś słodkiego. Na obiad – 2 klopsiki. Na kolacje garść płatków kukurydzianych. Nie chciałam grejpfruta, bo obniżają poziom cukru i bałam się, że jutro będzie podobnie.

Ale to dzisiaj był taki słabszy dzień przez to moje samopoczucie. Jutro wracam do zaplanowanej diety. Niestety jutro mam na obiad kluski śląskie z takim pysznym duszonym mięskiem i sosikiem pieczarkowym. Dlatego jutro od rana nic nie jem, zeby móc chapnąć 5 klusek i mały kawałeczek mięska i na kolacje grejpfrut. Żyję na wodzie i gumie do żucia. Woda mi pomaga. Guma do żucia niekoniecznie, ale zawsze to coś się gryzie. Najlepiej dla mnie jest rzuć gumę, gdy wszyscy inni dookoła jedzą, wtedy mój umysł odnotowuje że ja te coś przeżuwam i gdy jestem zajęta rozmową to uczucie głodu mija, ale tylko w takich sytuacjach i odkryłam o dopiero wczoraj. Wcześniej nie działało, dlatego, ze gdy po prostu byłam głodna to brałam gumę, przez co robiłam się jeszcze bardziej głodna.

Znalazłam teraz po kilku godzinach snu ostatnie pokłady energii, żeby wykonać ćwiczenia te co robiłam wcześniej. Dodatkowych nie dałam rady. Ale jutro już sobie ustawiłam budzik na wcześniejszą godzinę i zaczynam dzień od ćwiczeń.

Moja radykalna dieta, będzie trwać trochę dłużej niż planowałam, gdyż w następną sobotę mój chłopak ma koncert ze swoim zespołem i zostałam na niego zaproszona, a w tym zespole jest również jego była dziewczyna, która jest dużo chudsza i ładniejsza ode mnie. Więc żeby poczuć się przy niej trochę lepiej muszę być przynajmniej chudszą o niej, ładniejszą w 2 tygodnie się nie stanę, nawet gdybym zrobiła sobie operację plastyczną, to i tak nie zdjęłabym opatrunków do 22.09. Następny tydzień, będzie podobny do tego, może trochę mniej radykalny, żebym w sobotę mogła bez problemu wstać z łóżka i utrzymać się przez jakiś czas na nogach.

Głodówki szybko mnie wykańczają, ale dają dobre efekty. Po tym koncercie wracam do rozsądnej diety, tym bardziej że zaczynam kurs wspinaczki do czego trzeba będzie mieć trochę energii.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 7

11 wrz

Dzisiaj już tak ogólnikowo odpiszę.

Nie uważam, żeby moje wymiary były fantastyczne, a tym bardziej daleko mi do ideału. I też lubię najbardziej czerwone grejpfruty.

Dzisiaj nie było najgorzej, z racji tego, że rano miałam wf, zjadłam na śniadanie kanapkę. Przez cały ten dzień nie byłam głodna. Raz w szkole mnie złapało, ale moja cudotwórczyni – woda, zrobiła to, co do niej należało i mi przeszło. Podsumowując:

- śniadanie – kanapka w sałatą i szynką, oczywiście ciemny chlebek

- obiad – kalafior

Kolacji dzisiaj nie jadłam i jeść nie zamierzam. Nie byłam głodna, a skoro nie byłam głodna to skorzystałam z okazji i nie zjadłam tego grejpfruta. Zjem go jutro. Na pewno się nie zmarnuje. Teraz jest już za późno na kolację, ale i tak głodna nie jestem, a poza tym muszę jeszcze wypić jedną szklankę herbaty/wody, bo mi trochę brakuje do 2l, tak więc wątpię, że odczuję głód przed zaśnięciem.

Grałam dzisiaj na playsation 3 z moim bratem w taką fajną grę, gdzie strzelaliśmy z łuków, graliśmy w siatkę, tenisa, walczyliśmy na miecze, boksowaliśmy się. Na prawdę świetna sprawa. Mam jeszcze taką grę do tańczenia, więc byłby to dobry patent na spalenie kalorii. Ale telewizor mój brat sobie kupi dopiero za miesiąc, a na dole tańczyć nie będę, bo ciągle przesiaduje tam babcia, a drugi telewizor znajduje się w sypialni rodziców. Potrzebuję czegoś u nas na górze, jak mój brat będzie w pracy to nikt nie będzie mi przeszkadzał i będę mogła tańczyć.

Skończył mi się kalafior. Zobaczymy, co wymyślę jutro na obiad, za pewne będzie to jakieś warzywko. Ale to się zobaczy.

Planuję sobie dorzucić jeszcze ćwiczenia na nogi, pośladki i ramiona, ale to od jutra. No i robić 2x więcej na brzuch – rano i wieczorem. Nie zajmują dużo czas, a chcę do niedzieli świetnie wyglądać. A raczej chcę mieć pewność, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, żeby świetnie wyglądać, ale nie wiem, czy będę zadowolona. Zobaczymy. Postaram się w tym tygodniu zważyć, ale nie wiem czy mi się uda, bo nie mam wagi i jest to pewien problem dla mnie.

Jako jedyna rozumiem w klasie logarytmy, wszyscy się na mnie patrzyli jak na kosmitę. I zostałam zgłoszona do konkursu polonistycznego. Mam nadzieję, że moja polonistka nie będzie tego, żałować. No i przede wszystkim czy się nie zbłaźnię, bo jak nie przejdę do następnego etapu, to trochę głupio będzie, bo chcę zdawać rozszerzenie z polskiego. Ale to dopiero w październiku.

Idę spać, bo jestem wykończona, po dzisiejszym dniu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 6

10 wrz

Klodja,

Dzięki wielkie. A grejpfruty polecam, są pyszne i pomocne. Im mniej tej białej skórki tym są lepsze, bo mniej gorzkie. Jak pozbędziesz się jej całej to są przepyszne.

Ania,

Mi się wydawało, że tych ćwiczeń było sporo, ale może po prostu zajmowało to mało czasu. Ja też podziwiam osoby, które ćwiczą godzinę, albo dłużej. Ja zdycham po 30 minutach.

Mam nadzieję, że nie jest dosłownie zabójcza ta dieta xD. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest zbyt radykalna, ale muszę to zrobić tak. Po prostu zależy mi na szybkim efekcie. To nie będzie długotrwała dieta, więc powinno być ok. Krótkotrwała głodówka jest oczyszczająca, więc może nie będzie tak źle.

 

Nie jest najgorzej. A w sumie zaryzykuję powiedzenie jest dobrze. Dzisiejszy dzień był zadowalający. Nie było tak ciężko. Zwłaszcza na początku, gdzie głód nie był aż tak wielki. Pod koniec zajęć w szkole odczuwałam już dość często głód, który skutecznie choć na krótko udawało mi się zabić za pomocą wody.

Wróciłam do domu, zjadłam obiad i byłam już najedzona na dłuższy czas, potem tylko co chwilę coś piłam, żeby nie czuć pustki, a około 19 dobrałam się do grejpfruta. Zanim go obrałam to trochę się zeszło, bo nie mogłam znaleźć ostrego noża. A potem pomału go jadłam, żeby nie odczuwać głodu. Kiedy zjem coś szybko to mam ważenie że jestem nie najedzona, że było tego za mało, a jak jem długo, to wydaje się, że miałam niewyobrażalnie wielką porcję do spożycia. Tak więc podsumowując, zjedzone:

- liść sałaty;

- kalafior;

- grejpfrut.

Czekam aż mam wróci z pracy, bo muszę z nią porozmawiać, a potem biorę się za ćwiczenia, pod prysznic i spać, bo jutro wstaję o 5. Tragedia. Tym bardziej, że zaczynam od dwóch wf’ów. Jutro mam biegi na 60m, koszmar, cholernie męczące, bo najpierw bieganie na próbę, potem 2 lub starty na ocenę. Ale zaczynam dzień od kanapki, więc nie zasłabnę. A przy okazji spalę sporo kalorii i mój organizm będzie musiał zadowolić się tłuszczem odłożonym w moim ciele.

Zrobiłam dzisiaj rano pomiary:

- w talii – 63 cm

- w pasie – 69cm

- biodra – 78cm

- udo – 46cm

- łydka – 29cm

- ramię – 22cm

Za tydzień zobaczę czy efekty tej diety są zadowalające.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 5

09 wrz

Klodja,

Dziękuję Ci za wskazanie mi motywacji. Jest bardzo dobra, prosta (a jednak na nią nie wpadłam) i powinna zadziałać.

Co do diety, to zgadzam się jest skąpa i ma taka być. Przez ten tydzień planuje bardzo mało jeść, żeby uzyskać szybki efekt, potem pomału zacznę wracać do poprzednich nie tak radykalnych przyzwyczajeń.

Tak kochane ciocie… tyle że moja mama potem wszystko bierze sobie do serca i przez miesiąc realizuje plan – utuczyć córeczkę. Dlatego nie chciałam, żeby gadała za dużo.

Serio. Surowe ciasto lubię do tej pory i oddałabym wszystkie słodkości świata za wyskrobanie miski po surowym murzynku.Nie potrafię się powstrzymać. A moja mama nie robi ciast tak często. Tylko na jakąś okazje lub jak mamy gości. Tak więc raz w miesiąc sobie pozwalam na małą odskocznię od odchudzania, a nie przybywa mi przez to nigdzie.

 

 

Dzień 5 prawie za mną. Jednak muszę napisać sprostowanie do wczorajszego planu. Otóż byłam na zakupach. Rzadko ostatnio chodzę do spożywczego, wszystko kupuje mama. Ale skoro miałam okazję, to kupiłam sobie pyszny prowiant, aby ten tydzień nie był taki straszny. Mianowicie – grejpfruty. Uwielbiam… Mogłabym jeść je tonami, chociaż pół roku temu jeszcze ich nie lubiłam, ale na pewnym forum z kategorii pro ana wszyscy zachwalali ich zbawczy wpływ na odchudzanie Też poczytałam i rzeczywiście grejpfruty są polecane przy odchudzaniu. Postanowiłam się przemóc i mimo iż pierwszego dnia mi nie smakowały, to następnego czułam niebo w ustach. Do tego kupiłam sobie jeszcze kalafior. W zupełności starczy na tydzień, bo tylko ja się nim zajadam. Tak więc:

- śniadanie – 2 liście sałaty;

- drugie śniadanie – połowa grejpfruta;

- obiad – kalafior oczywiście bez tej pysznej bułki lub marchewka lub fasolka

- kolacja – połowa grejpfruta;

- co drugi dzień na śniadanie kanapka lub owsianka;

- 2 litry płynów – w tym poranna kawa.

Do niedzieli powinnam zrzucić co nieco. A przynajmniej będę miała płaski brzuch, jak będę mało jadła, nie będzie niczym rozepchany. Jestem trochę ciekawa ile da się osiągnąć przez taki tydzień. Jutro robię pomiary i zobaczymy czy i jak to się zmieni.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 4

08 wrz

Zabrakło mi mojej głównej motywacji. Pogodziłam się z chłopakiem. Nie narzekam, nawet bardzo mnie to cieszy, jednak muszę znaleźć nową motywację. Jak narazie jestem na etapie, schudnąć dla niego – to zawsze najlepiej się sprawdzało. Jednak wtedy miałam co sobie do tej mojej głowy wpajać. Teraz ciężko znaleźć coś lepszego niż – będę mu się bardziej podobać. Ale na chwilę obecną musi wystarczyć. W końcu dawno się nie widzieliśmy, gdyby udało mi się schudnąć, mogłabym go mile zaskoczyć. Muszę zastosować jakąś głodówkę na ten tydzień. Zrobić jakiś plan i się z niego wywiązać. Jednak nie wiem, jak go zrealizować, gdy mama będzie w domu i będzie mi kazać jeść. Zwłaszcza, ze upiekła ciasto. Zawsze mam brata i 2 psy. Mogą za mnie jeść to wszystko Co prawda brat ostatnio robi to niechętnie, bo zorientował się, że się odchudzam, a twierdzi, że jestem za chuda. Ale kochane pieski powinny pomóc, w końcu nie będę wyrzucać jedzenia, tylko karmić pieski.

Plan:

- w ciągu dnia jeść tylko warzywa i owoce. Z racji tego że warzyw dużo nie lubię, a owoców dużo nie kupujemy, napiszę plan na to, co zawsze mam. Nie przekraczać dziennie:

- 10 liści sałaty;

- 1 marchewki;

- 1 jabłko;

- co drugi dzień na śniadanie kanapka z wędliną

W między czasie woda, woda, woda, herbata i woda. Będę ciągle biegać do łazienki, ale dam radę. Muszę. Zaczynam dopiero od poniedziałku, bo mam gości jutro i będę siedziała z nimi przy stole, więc będę pilnowana. Tym bardziej, że będzie ciocia, która szczególnie narzekała ostatnio na to, że zmizerniałam, więc żeby nie gadała mojej mamie, że się odchudzam, bo nie chcę jeść, to muszę stwarzać pozory i nałożyć sobie trochę tego i owego, a potem jeszcze drobną dokładkę, żeby nic nie budziło zastrzeżeń. Ale jutro postaram się nic poza obiadem już nie jeść.

Dzień dzisiejszy:

- śniadanie – kanapki z twarożkiem

- obiad – jajecznica

- kolacja – płatki kukurydziane

- w między czasie – ciasto surowe. Uwielbiam wyskrobywać miskę, po tym jak mama przeleje masę do brytfanki. To jest tAAAkie PYSZNE. Nie dałam rady się powstrzymać, to jest silniejsze ode mnie.

Z pierogów się wymigałam. Łyknęli fakt, że po samym lepieniu mam już dosyć tych pierogów, więc nie jest najgorzej. Jestem usprawiedliwiona a mój brat się cieszy, że będzie więcej dla niego. I wszyscy zadowoleni.

Ćwiczenia działają. Może uda mi się dojść do 65cm w pasie w ten tydzień. Jak narazie mam 69cm. 2cm mniej – zaczynałam od 71 w piątek. Ale ćwiczeń mam już serdecznie dosyć. Są trochę męczące i monotonne, ale za to najważniejsze – działają i to widać.

Obym wytrwała w moim planie. Jest dość rygorystyczny, ale muszę dać radę przede wszystkim dla siebie i dla niego.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 3

07 wrz

Nie było tak źle. Tylko mój kochany tatuś wymyślił sobie, że zrobi jutro pierogi. A konkretnie że ja mam je zrobić. Nie dość że będę miała kilka godzin w plecy, to jeszcze przez kilka dni, bo przecież trzeba będzie zrobić ponad 100, będę musiała jeść je codziennie przynajmniej na jeden posiłek Nie wiem jak się w tego wymigać. Ból brzucha, mdłości?? Posądzą mnie o ciąże i będę miała wykłady aż do ślubu, którego w najbliższym czasie nie planuje. Tak więc muszę wymyślić coś mniej kłopotliwego. Nie lubię wyrzucać jedzenia. Czasami to robiłam,a le niestety zawsze miałam po tym cholerne wyrzuty sumienia, a wystarczy mi zły humor wywołany nieprzyjemną sytuacją z moim chłopakiem, nie chcę jeszcze się obwiniać, ze marnuję jedzenie podczas gdy dzieci w Afryce umierają z głodu. Co prawda kanapki, której nie zjem nie mogę im wysłać, więc nijak im nie pomogę, a to że wyrzucę kanapkę ich nie zabije, ale jednak powinno się szanować jedzenie, bo daje możliwość egzystencji.

Ten blog jest dziwny, trzeba zatwierdzać komentarze, które ktoś dodał. Nie planuję robić żadnych selekcji, ale na szczęście będzie można uniknąć spamu, który razi w oczy. Nie spodziewam się tu wielu komentarzy, ale spamowicze wchodzą wszędzie i umieszczają komentarze wszędzie gdzie się da.

 

- śniadanie – 2 kanapki w szkole – moja mama była w kuchni gdy szykowałam się do szkoły, musiałam je wziąć, a jak wspominałam nie lubię wyrzucać jedzenia.

- obiad – 10 kopytek – muszę jeść to co mi ugotują, tyle że ograniczam ilość

- kolacja – płatki kukurydziane z mlekiem

Dzisiaj nie było słodyczy, ale były tłuste kopytka, tak więc też nie najlepiej. Jutro postaram się zjeść tylko tego durnego pieroga i to tylko jednego.

- ćwiczenia na brzuch – zaliczone. – dzisiaj już 1 cm mniej w pasie – lubię efekty tych ćwiczeń, bo poprzednio ubyło mi 5 cm w tydzień, przy normalnym trybie odżywiania się ze słodyczami, chipsami i innymi świństwami włącznie. A teraz jak dołączę dietę, powinno być całkiem nieźle.

- wypiłam dzisiaj coś ok.1,5l. Jutro będzie na pewno więcej w końcu muszę wytrzymać na pierogu, ewentualnie zjem rano 2 listki sałaty, albo jakąś marchewkę, potem żyje na kawie i wodzie, ewentualnie herbatka i wapno, na uczulenie, jest dość smaczne, tylko nie mogę pić więcej niż szklankę dziennie, niestety.

Żałuję, ze zaczęło mi zależeć na drugiej osobie. Można liczyć tylko na siebie. Powinnam się trzymać starej zasady. Teraz jestem tutaj sama i nie mogę się zmobilizować do jakiegokolwiek działania, szkoda że nie wlicza się w to jedzenie. Jeść niestety mam siłę. Muszę znaleźć pozytywne myślenie. Może jak mój chłopak wróci i doceni to co osiągnęłam podczas jego nieobecności.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 2

06 wrz

Nawaliłam, ale to przez mamę. Wczoraj miała imieniny, a że się źle czuła to powiedziała, że dzisiaj korzysta z dobrego samopoczucia i będziemy świętować. I musiałam zjeść kawałek ciasta, które upiekła, ale za to początek miałam ładny:

- śniadanie – 2 liście sałaty;

- obiad – barszcz biały z jajkami – to co wczoraj;

- kolacja – płatki kukurydziane.

Oprócz tego kawałek ciasta i trochę czekolady.

- 2 litry – zaliczone

- ćwiczenia na brzuch – zaliczone.

Jutro postaram się nie nawalić. Żadnych słodyczy i innych nieprzewidzianych posiłków.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pro ana

 

Dzień 1

05 wrz

1. Posiłki:

- śniadanie – kanapka z 2 kromkami ciemnego chleba, sałatą i plasterkiem wędliny

- obiad – biały barszcz – 200ml + 2 jajka bez żółtek

- kolacja – płatki kukurydziane na mleku 2%

- w międzyczasie podskubywałam suche płatki – nie wiem ile ich zjadłam

2. Płyny – 2 litry

3. Ćwiczenia:

- brzuszki z uniesionymi nogami – 3 serie po 50 powtórzeń

- odwrócone brzuszki – 3 serie po 50 powtórzeń

 

Nie licząc podjadania płatków, nie było tak źle. Jutro musi być lepiej. Muszę mniej jeść, bo nie mam czasu ćwiczyć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pro ana

 

Początek

04 wrz

To siedzi we mnie już od dawna. Nie mogę przestać o tym myśleć. Chcę być chuda!! Tylko ta myśl nieustannie zatruwa mi głowę. Co mogę zrobić? Schudnąć. Żeby mieć poczucie, że robię coś by zmienić swoje życie. Początek z Aną określam na marzec tego roku. Było kilka udanych i nieudanych prób pozbycia się zbędnych kilogramów. Ale pomaga mi jakieś zobowiązanie. Wcześniej miałam koleżankę z którą wspólnie podtrzymywałyśmy się na duchu i motywowałyśmy. Doskonale się rozumiałyśmy, podczas gdy inni i tak twierdzili, ze jesteśmy chude i nie musimy chudnąć. No cóż. Ja czuję, że muszę. Ona już nie. Jest zadowolona ze swojej wagi, ze swojego wyglądu. Zazdroszczę jej. Jednak ja jeszcze nie doszłam do momentu, gdzie mogłabym stwierdzić, że nawet nie jest źle.

W wakacje niestety sobie odpuściłam. Źle znoszę stres, a trochę go jednak miałam w ostatnim  czasie. Ciągłe kłótnie w domu, brak kasy, wyjazdy ukochanego, który nie miał dla mnie wg czasu przez co wiele razy doszło do sprzeczek. Tak więc nie miałam siły, by zmotywować się do działania. Poza tym chciałam z tym skończyć, gdyż czułam że postępuję źle, że nie powinnam tego robić, bo to niezdrowe itd. Ale nie wyglądam dobrze. Jak można mieć niedowagę z takim brzuchem jak ja? Nie mam pojęcia. Niedowaga nie zawsze oznacza wszędzie wystające kości, ale jednak chciałabym wyglądać lepiej niż teraz.

Wakacje mi nie wyszły, ale teraz w szkolę muszę się pozbierać, mimo że nie wszystko się wyjaśniło. W sumie żaden z wakacyjnych problemów nie minął i nie zapowiada się, żeby szybko minęły. Ale jestem w klasie maturalnej, więc i tak zarządzam totalne skupienie na nauce, a przy okazji własnym ciele. Oczywiście wszelkie głodówki nie wchodzą w grę, gdyż wykluczają długie sesje naukowe. Głodny organizm nie przyswaja szybko informacji. Ale przez najbliższe 2 tygodnie muszę się zmobilizować i zrobić wszystko, by schudnąć jak najwięcej. Mój chłopak wyjechał na wakacje na 2 tygodnie, wcześniej się pokłóciliśmy znowu. Mam ochotę pokazać sobie, że potrafię się kontrolować, a jemu, że strasznie źle wpływają na mnie nasze kłótnie i że powinien zacząć się o mnie troszczyć. Brakuje mi jego opiekuńczości, ostatnio ciągle go nie ma, a mi nie wystarczą rozmowy telefoniczne, ja chcę się mieć do kogo przytulić i chcę mieć się z kim powygłupiać i wiele mogłabym jeszcze wymieniać. Ale chcę jego blisości przez trochę dłużej niż weekend. Ale teraz go nie ma, wyjechał na dwa tygodnie, potem mamy dla siebie dwa tygodnie, bo w październiku zaczyna się rok akademicki i mój ukochany wyjeżdża do Łodzi – miasta oddalonego o 200km od mojej miejscowości. Będziemy widywać się tylko w weekendy. I to też na chwilę, bo ja będę miała naukę. On z resztą też, jest na swoim wymarzonym kierunku, więc zrobi wszystko, żeby się utrzymać, z czego się cieszę, bo wcześniej nie przykładał się do nauki. Ale teraz robi postępy, gdyż już zaczął nadrabiać zaległości z kilku przedmiotów.

Tak więc przechlapane mam. Ale przynajmniej nie będę miała nikogo, kto wpycha we mnie chipsy, czekoladę lub inne kaloryczne świństwa. No i będę mieć motywację. Chcę być coraz piękniejsza, żeby nie znalazł sobie tam innej. Musi wiedzieć, że mi na nim zależy, że zrobię wszystko, żeby ze mną został. A przecież podobają mu się anorektyczki, więc na pewno jak schudnę to będę mu się podobać. Mimo iż prosił bym tego nie robiła, ale mówił tak, bo zależy mu na moi zdrowiu, ale zapewne chciałby żebym była chudsza, podobałabym mu się bardziej. To też jest okropną motywacją. Czysto teoretycznie nie miałam ochoty na jedzenie podczas gdy go nie było, nic mi nie przechodziło przez gardło, ciągle myślałam o tym jak się rozstaliśmy pokłóceni.

Zaczynam oficjalnie od jutra.Dzisiaj już sobie pozwoliłam na zbyt dużo do zjedzenia, więc nie mam się czym chwalić. Ale na kolacje zjem niedużo, żeby się nie opychać na noc, a jutro zaczynam jeść jak najmniej:

- w szkole 1 małą kanapkę. do tego wypić 05l wody.

- po powrocie do domu szklanka wody – 0,25l

- obiad mały, unikać ziemniaków, warzyw mogę dużo, jednak nie mogę skończyć syta, bo mój żołądek musi się odzwyczaić od tego uczucia, żeby łatwiej było mi wytrwać z małym śniadaniem i małą kolacją.

- do obiadu herbata – 0,5l

- od obiadu do kolacji wypić jak najwięcej płynów 0,5-1l

- kolacja – płatki owsiane lub kukurydziane – mała porcja.

To taki skrótowy plan, zobaczymy czy się uda. Do tego ćwiczenia. Moja koleżanka powiedziała mi o ćwiczeniach na płaski brzuch w tydzień. Spróbowałam w wakacje i to na prawdę działało, co prawda potem odpuściłam zamiast kontynuować ćwiczenia i zacząć dietę. Ale efekt był bardzo zadowalający przy jedzeniu dużych ilości jedzenia i świństw mój brzuch stawał się coraz mniejszy z dnia na dzień. W tydzień pozbyłam się 5cm. Gdybym dorzuciła do tego dietę, efekt za pewne byłby lepszy i trwalszy, i do tego nie zakończę ćwiczeń po tygodniu, może tylko trochę zmniejszę ich liczbę, żeby nie były tak wyczerpujące, ale żeby brzuch nie wrócił szybko do dawnych rozmiarów.Chociaż przyznam się , ze nie jest tak tragicznie jak było wcześniej. Ćwiczenia zaczynam już dzisiaj. A dietę jutro. Do tego muszę też dorzucić coś aerobowego. Może fitness, bo znalazłam fjny zestaw w internecie, tylko dość męczący, albo zwykły steping.

Najgorszy jest fakt, że nie mam wagi w domu. Tak więc nie mam pojęcia ile ważę po tych wakacjach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pro ana

 
 

  • RSS